Ja tego zawału nie powinienem mieć

– Leżę na OIOM-ie po zawale. Przychodzi lekarz: „Pali pan?”, „Nie”, „Pije?”, „Nie”. „To co pan tu robi?!”, „Właśnie nie wiem”. Całe życie byłem aktywny fizycznie. Mięsa nie jem. Nadwagi nie mam. Cholesterol zawsze miałem w normie – wylicza 55-letni Bartek i stwierdza: – Ja tego zawału nie powinienem mieć.
Jednak, kiedy cofa się kilkanaście lat, widzi sygnał ostrzegawczy, który został zbagatelizowany.
– Po czterdziestce zacząłem mieć wyższy cukier na czczo – tak około 105mg/dl – wspomina. – Lekarze zlecili mi wtedy zrobienie krzywej cukrowej. Bada się wówczas poziom cukru na czczo, potem podaje glukozę i godzinę później ponownie bada krew, a po kolejnej godzinie – raz jeszcze. Czasem bada się tylko na czczo i po dwóch godzinach, czyli krew pobierana jest dwa razy – u mnie tak właśnie zrobiono. Wynik po obciążeniu glukozą był dobry. Tylko ten cukier na czczo był trochę za wysoki, ale nie zaproponowano mi żadnego leczenia ani nie dostałem żadnych zaleceń. Żyłem więc dalej, niczego nie zmieniając.
A Bartek żył aktywnie. W piłkę nożną przestał grać koło pięćdziesiątki. Wtedy po raz drugi zerwał więzadła krzyżowe w prawej nodze.
– Za pierwszym razem poszedłem prywatnie na operację. To były duże koszty i długa rekonwalescencja. Przy drugiej kontuzji stwierdziłem, że wolę zrezygnować ze sportów, w których robi się ostre skręty, a pozostać przy rowerze, bieganiu i jeździe na snowboardzie – mówi. – Wtedy odkryłem pasję do tańca. Zacząłem chodzić 5-6 razy w tygodniu na Zumbę. Mam zaburzenia ze spektrum autyzmu, więc jeśli coś mnie zainteresuje, poświęcam temu bardzo dużo czasu. Potem przerzuciłem się na rower. Zdobyłem pierwsze miejsce w warszawskiej grywalizacji rowerowej w kategorii praca-dom. Przez 5 tygodni trzeba było przejechać jak najwięcej kilometrów. Pokonywałem średnio 115 km dziennie. Wstawałem o 4:30, przed 5:00 wychodziłem z domu, jeździłem na rowerze przez dwie godziny, do pracy docierałem na 7:00 i po jej zakończeniu o 15:00 znów wsiadałem na rower. Po dwóch godzinach wracałem do domu.
Drugim sygnałem ostrzegawczym było wysokie tętno przy wysiłku.
– Na spiningach, czyli treningach na rowerach stacjonarnych, okazało się, że moje tętno dochodzi do 195 bmp, a większość ludzi w moim wieku miało najwyżej 150-160 bmp. Koledzy poradzili, żebym sprawdził, czy nie mam problemów z sercem. Poszedłem do kardiologa, powiedziałem w czym rzecz. Zrobił echo serca. Wszystko było okej. Zapytałem więc skąd u mnie tak wysokie tętno. „Jest pan wydolny, więc taka pana uroda”. To było dwa lata przed zawałem – wspomina.
NPS-PL-NP-01799 -05-2026









