Po zawale

Getty Images / 10’000 Hours

Bartek leżał w szpitalu tydzień. Przed wypisem zrobiono mu echo serca, które pokazało, że mimo zawału mięsień jest w dość dobrym stanie.  

– Frakcja wyrzutowa serca zmniejszyła się o 10 punktów procentowych, ale wcześniej byłem wysportowanym człowiekiem, więc to pogorszenie nie było w moim przypadku bardzo poważną sprawą. Po wyjściu ze szpitala wszedłem do domu na czwarte piętro bez zadyszki – mówi. 

Od lekarzy dostał zalecenie „Nie przemęczać się przez 3 miesiące” i skierowanie na rehabilitację pozawałową. Rozpoczął ją tydzień po wyjściu ze szpitala. Codziennie od poniedziałku do piątku podłączony do EKG jeździł pół godziny na rowerku, a potem ćwiczył w grupie, głównie na krzesełkach i w pozycji leżącej.  

– Śmiałem się, że to taka „emerycka rehabilitacja” – wspomina. – Myślałem, że nic nie da, ale po 25 dniach zrobiono mi próbę wysiłkową i wyszła dużo lepiej niż ta sprzed rehabilitacji. Lekarz był bardzo zadowolony. Dostałem pozwolenie pójścia za trzy dni na zajęcia z Zumby, które miał prowadzić jej twórca Beto Perez. Przyjeżdżał na 15-lecie Zumby w Polsce - od dawna miałem bilety na tę imprezę. Wziąłem udział tylko w tych zajęciach, które on prowadził. Ćwiczyłem półtorej godziny, na wszelki wypadek zrobiłem w trakcie kilka przerw, ale czułem się dobrze, nic mnie nie bolało. W następnych dniach wróciłem na swoje stałe zajęcia z Zumby. Chodziłem dwa-trzy razy w tygodniu. Mam zegarek, który mierzy różne parametry, m.in. tętno i okazało się, że po zawale ono wzrasta maksymalnie do 150 bmp. Zapytałem o to kardiologa. „Wcześniej był pan chorym człowiekiem, był pan przytkany i szybciej się pan męczył. Teraz jest pan zdrowy, więc ma pan normalne parametry” – powiedział. Oczywiście, to „zdrowy” należy wziąć w cudzysłów, bo jednak mam diagnozę „choroba niedokrwienna serca”, ale pod wieloma względami jest zdrowszy niż kiedyś – tłumaczy Bartek.  

Oprócz leków na serce, Bartek bierze również te na cukrzycę. Jest też na diecie.  

– Najpierw poszedłem do bardzo restrykcyjnego diabetologa. Powiedział: „Jeśli będzie pan jadł tak, jak do tej pory, zachoruje pan na cukrzycę pierwszego stopnia” i zabronił jeść wszelkich węglowodanów. Nie tylko prostych. Biorąc pod uwagę to, że ja nie jem też mięsa, to gdybym stosował się do jego zaleceń, mógłbym jeść tylko warzywa i chudy nabiał. Żadnych owoców, zbóż, kasz – nic – opowiada. – Po wizytach u dietetyków zmodyfikowałem jego zalecenia. Teraz unikam produktów o wysokim indeksie glikemicznym, ale nie rezygnuję całkowicie z węglowodanów. Rano cukier mam pomiędzy 90 a 100. Po posiłkach od 100, czasem nawet poniżej 100, maksymalnie do 150.  

Po zawale przysługiwało Bartkowi pół roku zwolnienia. Najpierw chciał je skrócić do dwóch miesięcy, ale lekarz mu odradził. Wrócił do pracy po pięciu. Podczas zwolnienia był też w sanatorium.   

– Na początku do mnie nie docierało, jak blisko byłem „drugiej strony”. Dopiero znajomy kardiolog uświadomił mi, jak dużo mam szczęścia, że żyję – wspomina 55-latek i tłumaczy: – Typ zawału, jaki miałem, jego umiejscowienie, zwykle prowadzi do szybkiego zgonu. W Stanach mówi się na to zdarzenie „widow maker”, czyli „twórca wdów”, bo częściej dotyczy mężczyzn. Facet chodzi sobie zdrowy, a pewnego dnia przewraca się na ulicy i - jeśli nie ma błyskawicznej reanimacji - umiera. Ten znajomy kazał mi normalnie żyć.  Tylko alkoholu nie pić – ewentualnie raz na jakiś czas lampkę czerwonego wina – ale i tak piłem go rzadko i w niewielkich ilościach. Reszta typowych rad dla zawałowców mnie nie dotyczyła: nie palę, nie mam nadwagi, jestem aktywny. Zrozumialem, że już nie mam czasu na odkładanie planów. Wiem, że jeśli coś chcę jeszcze zrobić w życiu, to muszę to zrobić od razu. Poza tym nie ma już dla mnie rzeczy, których nie wypada zrobić. Już nie mam oporów.  

Wraz z żoną postanowili więcej podróżować. Zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym. Najpierw chcą zobaczyć dalsze kraje, póki jeszcze mają siłę na długie podróże. W listopadzie zeszłego roku byli w Kenii. Teraz w planach mają Wyspy Kanaryjskie, a potem „jakąś egzotykę”.  

– Kilka miesięcy po zawale po raz pierwszy byłem na festiwalu muzyki transowej. Trwał cztery dni – wspomina Bartek. – Czułem się dobrze. Zresztą cały czas się tak czuję. Tylko przez pierwsze miesiące po zawale zdarzało mi się, że kiedy szybko wstawałem, robiło mi się gorąco. Trochę odlatywałem jak po narkotykach. Po operacji barku dostałem morfinę, więc wiem, jak to jest. Błogość, ciepło, odlatujesz. Ale ten stan szybko mijał. Teraz już takie sytuacje mi się nie zdarzają. No, może raz w miesiącu. Czuję się zdrowy. Lekarze zachwycają się moimi naczyniami wieńcowymi – ta wiązka, która oplata serce, jest u mnie podobno pięknie rozwinięta. Planuję długo żyć – podsumowuje.  

NPS-PL-NP-01801 – 05- 2026 

Znalazłem ten artykuł:


Może zainteresuje Cię również…

article

Gdy ciśnienie Ci podskoczy

article

Problem dużej wagi

article

Zastrzyki nadziei

article

Ja tego zawału nie powinienem mieć

article

Zawal

article

Co mi leży na sercu

article

Z ręką na sercu

article

Jak niemal pękło mi serce

article

DALEKO OD SZOSY: Sama wezwałam do siebie karetkę przy skokach ciśnienia, ale na konsultację ze specjalistą… nie poszłam.

article

Z cukrzycą i nadciśnieniem tętniczym chcę żyć normalnie. Regularnie się badam i wiem co jem.