Zrobię wszystko, co pani mi powie, tylko proszę mi pomóc

Początki złego były bardzo dobre. 35-letnia Magda wraz z mężem i dwiema córkami przeprowadziła się do domu pod miastem. Wcześniej mieszkali w centrum dużego miasta razem z Magdy rodzicami. Cieszyli się, że będą mieli własne miejsce, więcej przestrzeni i ogródek.

– Potem już było tylko gorzej. Miesiąc po naszej przeprowadzce mój tata dowiedział się, że ma nowotwór. Kilka miesięcy później ciężko zachorowała moja babcia – wspomina Magda. - Opiekowaliśmy się nimi razem z mamą i siostrą. Z tamtego okresu pamiętam głównie bezsilność i zmęczenie. Jedna córka była w przedszkolu, druga w szkole. Wcześniej mogliśmy liczyć na pomoc rodziców przy dzieciach, teraz byliśmy tylko ja i mąż, a oboje pracowaliśmy zawodowo. Prawie codziennie po położeniu dzieci spać siadałam przed komputerem i kończyłam to, czego nie zdążyłam zrobić w firmie w ciągu dnia. A pracy zawsze było więcej niż na 8 godzin.

- Tata zmarł rok po diagnozie, babcia pół roku przed nim. Ogromnie to przeżyłam, bo bardzo byłam z nimi związana. Mama długo nie przyznawała się, jak bardzo źle się czuje. Nie chciała mi dokładać. Ja wciąż miałam poczucie, że nie jestem w stanie sprostać oczekiwaniom. Uważałam, że zawiodłam tatę, bo nie wyzdrowiał, że za mało czasu spędzałam z dziećmi, z mężem i z moją mamą. Z mężem wciąż się kłóciliśmy. Dużo pracował i często wyjeżdżał służbowo w weekendy. Ja zostawałam z domowymi obowiązkami. Też dużo pracowałam i byłam tym sfrustrowana, bo pensję miałam niską. Pamiętam, kiedy dzień przed Wigilią wracałam o 22:00 z pracy i płakałam, że nawet prezentów nie zdążyłam kupić, że w tym roku nie robiłam z dziećmi pierniczków, nie celebrowaliśmy tego przedświątecznego czasu…

Magda wkrótce zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Coraz częściej się przeziębiała. Miała podejrzenie wylewu, które okazało się zapaleniem nerwu twarzowego. Potem podczas kłótni z mężem straciła na chwilę przytomność.

– Pewnie ze stresu. Kiedy się ocknęłam, zobaczyłam nad sobą jego przerażoną twarz – wspomina. – Ten incydent trochę nas otrzeźwił, ale nie na długo. Kłótnie były coraz częstsze. Poza tym brakowało mi siły. Wciąż byłam zmęczona, cały czas płakałam. Przyjaciółki próbowały wyciągnąć mnie z domu, ale ja się nie dawałam. To je niepokoiło, bo wcześniej byłam bardzo towarzyska. Zaczęły mnie namawiać, żebym poszła do psychiatry. W końcu to zrobiłam. Trafiłam na świetną lekarkę na NFZ. Wysłuchała mnie, zrobiła jakiś test i stwierdziła, że mam depresję. Nie byłam tym zdziwiona – stwierdza Magda.

NPS-PL-NP-01721

Znalazłem ten artykuł:


Może zainteresuje Cię również…

article

Układanie życia

article

Dzisiaj już nie wstanę

Jazda na oparach

Depresja superbohaterki

Man looking through a window, holding his hand on his head.
article

Jak zaakceptowałem swoją chorobę, leczenie i moje obecne życie

Man holding his head in the corner
article

Diagnoza po 3,5 roku od pierwszych objawów

Man resting his head on his hand.
article

Położyłem się do łóżka. I leżałem.

Man holding his head in a dark room.
article

Ja? Na oddział psychiatryczny? Niewyobrażalne.

article

Sposób na chorego