Układanie życia

Psychiatrka przepisała Magdzie te same leki, co za pierwszym razem, ale tym razem postawiła warunek: albo pacjentka zapisze się na psychoterapię, albo dostanie skierowanie do szpitala, gdzie będzie miała zapewnione wsparcie psychoterapeutyczne.
– Lekarka powiedziała mi, że żałoba po ojcu i babci, małe dzieci, przeprowadzka, nadmiar obowiązków, problemy osobiste i zawodowe to zbyt dużo, żeby poradzić sobie z tym w pojedynkę. Zwłaszcza przy mojej chęci sprostania oczekiwaniom innych. Mówiła, że potrzebuję terapeuty, który pomoże mi wszystko sobie poukładać. Zapytałam, czy może kogoś polecić. Powiedziała, że zna super terapeutkę, która według niej będzie dla mnie odpowiednia, tyle że będę musiała długo czekać na wizytę. Zapewniała jednak, że warto. Ufałam jej, więc zapisałam się w kolejkę do tej specjalistki. Kurczowo trzymałam się myśli, że ona na pewno mi pomoże. Zaczęłam brać leki i dość szybko poczułam się lepiej. Odkładałam pieniądze na terapię, bo ona nie była w ramach NFZ, a liczyłam się z tym, że mogę potrzebować wielu sesji. Po trzech czy czterech miesiącach dostałam telefon, że zwolniło się dla mnie miejsce.
Z pierwszych sesji Magda pamięta głównie morze łez, które wylała i jakieś pojedyncze zdania, które usłyszała od terapeutki.
– Na przykład to, że w stanie, w którym jestem, mam się wstrzymać z wszelkimi poważnymi decyzjami – mówi. – Potem zaczęłam dostawać od niej zadania. Nie wiem, czy terapeuci zawsze je dają, czy po prostu moja terapeutka uznała, że właśnie to się sprawdzi w moim przypadku. Chodzi o to, że jestem bardzo zadaniowa. Kiedy dostaję zadanie, zaczynam je realizować, a z każdym krokiem moje poczucie sprawczości wzrasta. Rzadko kwestionuję zdanie specjalistów, rzadko przeszukuję internet, by sprawdzić, czy mają rację. Zwykle robię to, co proponują i dobrze się z tym czuję – mówi.
Zadania, które Magda dostawała od terapeutki, były bardzo różne. Czasem miała poruszyć jakiś temat ze swoją mamą, czasem z mężem, a czasem zrobić coś wspólnie np. zamiast spędzać sobotę na sprzątaniu - pojechać z rodziną na wycieczkę. Magda lubiła przychodzić na sesje, chociaż przyznaje, że bywały one trudne.
– To nie były pogawędki o tym, jak minął mi czas od ostatniej wizyty. Choć czasem terapeutka o to też zapytała. Głównie jednak rozmawiałyśmy o zadaniach, które od niej dostałam, o moich sprawach rodzinnych i podejściu do życia. W gabinecie podczas naszej rozmowy na tablicy korkowej wisiało coś w rodzaju mojego drzewa genealogicznego. Takiego bardzo uproszczonego. Terapeutka nie głaskała mnie po głowie. Potrafiła pokazać mi moje błędy, ale robiła to w taki sposób, że łatwo było to przyjąć. Myślę, że dzięki tym sesjom w naszym małżeństwie zaczęło się lepiej dziać. Szkoda tylko, że mąż sam nie chciał pójść ani na swoją terapię, ani na terapię małżeńską. Wiedział, że ja chodzę i że biorę leki przeciwdepresyjne, ale nie rozmawialiśmy o szczegółach. Uznał, że widocznie ja takiej pomocy potrzebuję, ale on nie.
Najlepsza inwestycja
Psychoterapia Magdy trwała półtora roku. Uważa, że te 6 tysięcy złotych które na nią wydała, to najlepiej zainwestowane pieniądze w jej życiu.
– I tak to niewiele, bo nastawiałam się na więcej. Na początku terapii usłyszałam, że zanosi się na długą, minimum trzyletnią pracę. Dlatego i ja i terapeutka byłyśmy zaskoczone, że poszło tak szybko. Może dlatego, że byłam naprawdę zdesperowana. Te sesje to była dla mnie ostatnia deska ratunku, i bardzo się w nie zaangażowałam – tłumaczy.
Farmakoterpię skończyła mniej więcej w tym samym czasie, co psychoterapię. Tym razem również powoli schodziła z leków. Od tego momentu minęło 9 lat. Depresja nie wróciła. Magda uważa, że punktem zwrotnym było rozpoczęcie terapii. To głównie jej zawdzięcza powrót do formy, chociaż przyznaje, że gdyby nie leki nie miałaby siły nic zmienić.
– A udało mi się zmienić dużo. Przede wszystkim dzięki psychoterapii zaczęłam odpuszczać - sobie i innym. Nauczyłam się, że nie muszę być we wszystkim perfekcyjna, nie muszę każdemu pomagać, mogę odmówić. Ale też że nie muszę zawsze stawiać na swoim – to dzięki temu w moim małżeństwie jest mniej napięcia. Z kolei ta zmiana podejścia pomogła mi dokonać ważnych zmian w życiu. Założyłam własną firmę i zerwałam relacje z ludźmi, którzy mnie wykorzystywali. Dzięki temu zyskałam czas na odpoczynek i uprawianie sportu. Zaczęłam wpuszczać w życie coraz więcej radości. Jestem wdzięczna za ludzi, na których trafiłam– przyjaciół, którzy mnie namówili na leczenie i specjalistów, którzy pomogli mi stanąć na nogi. Z psychiatrką i z terapeutką mamy umowę, że jeśli znajdę się w kryzysie, mogę do nich wrócić. Jestem pewna, że w razie czego nie będę z tym zwlekać.
NPS-PL-NP-01720









