Pokonać siebie

Marta martwi się o córkę, u której po czasie pandemii pojawiły się zaburzenia lękowe. Maria rzeczywiście sporo przeszła w tym czasie, jak na nastolatkę. Dodatkowo pomoc okazała się nieskuteczna.

Kulą w płot

- Pierwsza, nietrafiona terapia zasiała w mojej córce wiele wątpliwości co do siebie. Mądra, odpowiedzialna dziewczyna, która w sytuacji kryzysowej stanęła na wysokości zadania, zamiast dostać aplauz, została zasypana pytaniami o relacje rówieśnicze. W przeszłości! I jak zaczęła się przyglądać, porównywać z innymi, mając z tyłu głowy, że już kiedyś, w podstawówce, została uznana za kogoś przynajmniej dziwnego, doszła oczywiście do wniosku, że odstaje, nie pasuje, jest gorsza, nie ma czym zaciekawić innych, nie może zaimponować. W rezultacie tak bardzo przestała ufać sobie i swojej intuicji, że kompletnie pogubiła się w sferze własnych zainteresowań, co wyszło czarno na białym przy wyborze studiów. Moje dziecko z piętnem kogoś gorszego, zwłaszcza po czasie lockdownowej izolacji, faktycznie zaczęło mieć problemy w relacjach. Córka wpadła w pułapkę: chciała się innym przypodobać, przestała być naturalna, spontaniczna, zaczęła coś odgrywać, nie była sobą, co potem sobie uświadamiała i postrzegała jako żałosne. W rezultacie wpadała w coraz większe doły.

Spirala lęku

Zaczęła się nakręcać spirala lęku: każda – w jej ocenie – porażka towarzyska, potęgowała strach przed kolejnym wyjściem między ludzi. Dla córki przestały to być spontaniczne, wesołe imprezy, a zaczęły się pola konfrontacji i walki o siebie. Coraz częściej wracała załamana sobą, smutna, zapłakana. Obiektywnie nie działo się nic złego, bo znajomi nadal lgnęli do Marysi, ale ona coraz bardziej się zamykała. A jeśli wychodziła do ludzi, to bardzo spięta, zestresowana, zlękniona. Jak przed egzaminem.

Jednocześnie moje dziecko samodzielnie bardzo walczyło z tym, co gryzło od środka. Maria starała się pokonać siebie, porywając się na trudne wyjazdy grupowe, gdzie wszyscy w parach i ona „na przyczepkę”, albo włączała się w grupy pomocowe i aktywnie wspierała uchodźców na dworcu, zaraz po wybuchu wojny w Ukrainie. I choć wiem, że Maria jest wrażliwa i wspierająca, wiem też, że po części włączała się w tę pomoc, by zbudować też siebie. A może odwrócić uwagę od siebie?

Bezpowrotnie stracony czas

Od kilku tygodni córka jest pod opieką nowej terapeutki. I lekarza psychiatry. Dostała antydepresanty, między innymi dlatego, że stany lękowe, towarzyszące fobii społecznej, przerodziły się w ataki paniki. Byłam świadkiem jednego i to, co zobaczyłam, mogę porównać do zachowania dzikiego, zaszczutego zwierzątka. Tak się nie da żyć.

Lek na lęk działa do pewnego stopnia: nie ma ataków, lecz problem pozostał. Zaczyna się w związku z tym nowa terapia, której – nie ukrywam – obawiam się. Chcę ufać i mieć nadzieję. Ale bardziej przepełnia mnie żal, że najlepsze lata mojej córki, te potencjalnie najradośniejsze, ona straciła bezpowrotnie, w strachu i ze łzami w oczach. Niczym sobie na to nie zasłużyła.

NPS-PL-NP-01016-07-2023

Znalazłem ten artykuł:


Może zainteresuje Cię również…

article

Układanie życia

article

Zrobię wszystko, co pani mi powie, tylko proszę mi pomóc

article

Dzisiaj już nie wstanę

Jazda na oparach

Depresja superbohaterki

Man looking through a window, holding his hand on his head.
article

Jak zaakceptowałem swoją chorobę, leczenie i moje obecne życie

Man holding his head in the corner
article

Diagnoza po 3,5 roku od pierwszych objawów

Man resting his head on his hand.
article

Położyłem się do łóżka. I leżałem.

Man holding his head in a dark room.
article

Ja? Na oddział psychiatryczny? Niewyobrażalne.