Dzisiaj już nie wstanę

Psychiatrka zapisała Magdzie leki przeciwdepresyjne i zaproponowała psychoterapię, ale Magda uważała, że leki wystarczą. To, że dobrze na nie zareagowała, tylko ją w tym przekonaniu utwierdziło.

– Poza tym na początku chodziłam do mojej lekarki co tydzień, więc mogłam na bieżąco rozmawiać z nią o wszystkich problemach – wspomina i dodaje, że miały ze sobą świetny kontakt. – Ludzie mówią, że psychiatrzy często ograniczają się do wypisania leków, ale ja trafiłam na lekarkę, z którą rozmawiało mi się niemal tak dobrze i swobodnie jak z przyjaciółką. Miałam wrażenie, że mogę jej wszystko powiedzieć, a ona mnie wysłucha i zrozumie. Po półtora miesiąca brania leków, może dwóch, czułam się już zupełnie dobrze. Lepiej spałam, odzyskałam apetyt, miałam więcej energii. Przestałam chować się przed dziećmi w pokoju, żeby się wypłakać. Zaczęłam spędzać z nimi więcej czasu. Przestałam unikać znajomych. W małżeństwie nadal było średnio, w pracy też bez zmian, ale zaczęłam robić plany, by znaleźć nową. Poczułam się silna, uwierzyłam, że mogę na nowo poukładać swoje życie. Po dwóch latach przyjmowania leków, powiedziałam, że chcę je odstawić. Lekarka przekonała mnie, żeby poczekać z tym do lata. Mówiła, że kiedy jest ciepło i słonecznie, łatwiej obyć się bez leków – wspomina Magda.

Zgodnie z zaleceniem psychiatrki leki odstawiała powoli – stopniowo zmniejszała ich dawkę – i pierwsze tygodnie bez leków przeżyła w dobrej formie. Podczas wizyty lekarskiej mogła z pełnym przekonaniem powiedzieć, że czuje się świetnie. Była pełna nadziei.

– A potem przyszła jesień. Razem z nią konflikty z bliskimi i problemy w pracy. Po trzech miesiącach byłam z powrotem u mojej lekarki, tyle że w o wiele gorszym stanie, niż trzy lata wcześniej. Bezsenność, brak apetytu, ogromny problem z zabraniem się za obowiązki i rezygnacja z wszystkiego, co nimi nie było – obserwowałam u siebie te same objawy, co wcześniej, tyle że bardziej nasilone. Na nic nie miałam już siły. Były takie poranki, kiedy otwierałam oczy, myślałam: „Nie! Dzisiaj już nie wstanę”. Byłam przygnębiona, wykończona i niezadowolona z siebie. Wciąż towarzyszył mi lęk. Bałam się wielu rzeczy. Miałam też w sobie jakąś taką nadwrażliwość… - wystarczyło, że ktoś na mnie krzywo spojrzał i była tragedia. Zaczęłam uciekać. Nie, nie w alkohol czy inne używki, ale od ludzi i z domu. Potrafiłam wsiąść wieczorem w samochód i jeździć dwie godziny bez celu. Nagle orientowałam się, że jestem kilkadziesiąt kilometrów od domu. Poza tym zaczęłam mówić różne głupoty… Na przykład takie, że najlepiej by było gdybym umarła. Mówiłam to przyjaciołom, mężowi i powiedziałam też mojej lekarce. Weszłam do niej do gabinetu, po tych trzech miesiącach bez leków, i od progu powiedziałam: „Zrobię wszystko, co pani mi powie, tylko proszę mi pomóc”. Opowiedziałam jak strasznie się czuję. Mówiłam, że moje życie leży w gruzach. Byłam w strasznym stanie – stwierdza Magda.

NPS-PL-NP-01719

Znalazłem ten artykuł:


Może zainteresuje Cię również…

article

Układanie życia

article

Zrobię wszystko, co pani mi powie, tylko proszę mi pomóc

Jazda na oparach

Depresja superbohaterki

Man looking through a window, holding his hand on his head.
article

Jak zaakceptowałem swoją chorobę, leczenie i moje obecne życie

Man holding his head in the corner
article

Diagnoza po 3,5 roku od pierwszych objawów

Man resting his head on his hand.
article

Położyłem się do łóżka. I leżałem.

Man holding his head in a dark room.
article

Ja? Na oddział psychiatryczny? Niewyobrażalne.

article

Sposób na chorego