Potrzeba kontaktów

Lucyna wspomina, że jej mama, dziś 94-latka, przez 40 lat była nauczycielką w technikum. - Uczyła języka polskiego i rysunku technicznego. Przyzwyczaiła się do kontaktu z ludźmi i teraz też go potrzebuje. W te dni, kiedy nie ma opiekunki, odwiedza ją ktoś z rodziny, ale nie zawsze udaje się to zorganizować, bo mąż i córka pracują. Przede wszystkim potrzebuje kontaktu ze mną, z wnukami i siostrą mniej, to jest potrzeba na innym poziomie. Głównie chodzi o mnie – o to, że ja “zarządzam” sytuacją, że mogę jej w czymś poradzić, że wszystko załatwiam.
Ostatnio proponowałam mamie opiekę przez 24 godziny na dobę, ale na razie mama nie chce takiej pomocy - nie wyobraża sobie, żeby ktoś z nią mieszkał na stałe.
W kuchni tylko czasem się zdarza, że coś przewróci albo wyleje. Myślę, że świadomość tego, że ktoś obcy miałby z nią zamieszkać, mobilizuje ją na tyle, że jest bardzo ostrożna i uważna w tym, co robi. Poza tym mówi, że jej umysł przejął funkcję wzroku. A ponieważ jest u siebie, we własnym mieszkaniu, to zna wszystkie zakamarki. Wystarczy, że sięgnie gdzieś ręką i wszystko odnajduje, co potrzeba.
Usprawnienia w domu
Na co dzień pani Karolina, bohaterka naszej historii korzysta z kilku udogodnień.
- Najważniejszy jest wspomniany chodzik, który jej pozwala na samodzielne poruszanie się. Jest wygodny, dobrze się obraca, można nim manewrować. Kupiliśmy go prywatnie, bez dofinansowania - wyjaśnia jej córka. - Drugim udogodnieniem jest przenośna toaleta (ubikacja), która stoi niedaleko łóżka, więc mama nie chodzi w nocy do łazienki - byłoby za daleko i mogłaby nie zdążyć. Ten przenośny WC można używać też turystycznie, np. na kempingu. Po skorzystaniu z niego trzeba podnieść klapę, wyjąć kubeł i wylać odchody do toalety. Urządzenie jest na tyle lekkie, że mama jest w stanie je sobie przysunąć. A ciężar ma znaczenie - mama jest wyjątkowo szczupła, drobna. W tej chwili to już jest “skóra i kości”.
Trzeci udoskonalony sprzęt to telefon. W telefonie stacjonarnym ma przygotowane trzy klawisze szybkiego wybierania numerów do najbliższych członków rodziny. Dzwoni do nas “na macanego”. Komórkę również ma przystosowaną do swoich możliwości – na klawiszach są naklejone gadżety, które wyczuwa i rozróżnia pod palcami. Przez całe ostatnie lato uczyliśmy ją, jak ma z tego korzystać. Mama już dużo rzeczy zapomina, ale w sytuacji stresowej potrafi sobie poradzić i wybrać numer telefonu. Ale na ogół to ja do niej dzwonię albo wnuczki.
- W kuchni na talerzach ma pokrojone przez opiekunkę warzywa, chleb, ser lub inne produkty przygotowane na każdy posiłek danego dnia. Nie plasterki, tylko właśnie spore kawałki, które jest jej łatwiej chwycić w palce. Obiad ma przygotowany na małej patelence - potrafi samodzielnie podgrzać go na kuchence. Umie sobie włączyć gaz i na malusieńkim ogniu podgrzać. Patelenkę kładzie potem na stole i prosto z niej zjada obiad. Jeżeli ktoś może, to jej podaje obiad, ale czasami jest tak, że mama nie ma apetytu w porze obiadowej, o danej godzinie i wtedy radzi sobie sama.
Wpadki i upadki
- Kilkakrotnie zdarzyły się nieprzewidziane incydenty – wspimina Lucyna. - Mama trzy razy spadła z łóżka, a raz wjechała z chodzikiem na wykładzinę, która się zawinęła, chodzik przechylił się na bok, na szczęście jednak mama wtedy... usiadła. Telefon miała w zasięgu ręki i zadzwoniła do nas. Szczęśliwie nigdy dotąd nie zdarzyło się nic na tyle groźnego, żeby pękła jej kość, albo doznała złamania. Po wspomnianych upadkach jest troszkę poobijana i wspomnienie wzbudza w niej lęk, że to może się powtórzyć. Jednak już jej zabezpieczyliśmy podłogę przy łóżku, żeby nie była śliska - przybiliśmy do parkietu wycieraczkę. Po każdym upadku trzeba było mamę podnieść, sama nie jest w stanie tego zrobić.
NPS-PL-NP-01752 – 03-2026

