Dzielna seniorka

Dzielna seniorka z szerokimi horyzontami

- Mama jest bardzo dzielna - mówi o swojej 94-letnie matce Lucyna. - Wciąż wiele rzeczy ją ciekawi. Kiedyś dużo czytała i oglądała telewizję, głównie programy informacyjne, bo interesuje się polityką, albo filmy, które ona uważała za dobre. Odkąd nie może tego robić, bo nie widzi, to słucha radia. Głównie audycje naukowe albo polityczne. Od pewnego czasu organizujemy dla niej audiobooki. Ma przygotowane radyjko, do którego sama podłącza pendrive z audiobookiem. Jest w stanie sama go włączyć, wysłuchać nagrania i je wyłączyć. Też “na macanego”.

- Kiedy mama jeszcze widziała, rozrysowała drzewo genealogiczne zarówno naszej rodziny, jak i rodziny swojego męża, mojego taty, do trzech pokoleń wstecz. I jeszcze uwzględniła dzieci - mnie i męża oraz nasze dzieci i wnuki, a jej wnuki i prawnuki. Wpisała wszystko, co pamiętała - imiona, nazwiska, daty urodzin – wspomina córka.

Czasami czuję się zmęczona

- Z jednej strony rozumiem mamę, czuję empatię i chcę jej pomóc. Wzrusza mnie jako osoba, która już jest starowinką, a jeszcze daje sobie radę. Z drugiej strony, ponieważ mama polega na mnie całkowicie, czuję się w pewnym stopniu uwiązana - przyznaje Lucyna. - Bo jak np. nie zadzwonię do mamy choć przez jeden dzień, bo gdzieś wyjeżdżam i nie mam ochoty lub nie mogę dzwonić, to mama bardzo to przeżywa.

Druga cecha mamy, która mnie męczy to ta, że o wszystkich się martwi. Jest to sposób okazywania troski, ale poprzez zamartwianie się, co jest przeciwne mojemu usposobieniu. Mama ma skłonność do spodziewania się zdarzeń negatywnych.

- Mam już 72 lata, a mama traktuje mnie jak dziesięcioletnie dziecko. Zaradne, ale wciąż dziecko. I daje mi różne dobre rady: to rób, tego nie rób. To jest jej chęć kontroli. To mnie zwyczajnie, po ludzku męczy.

Zdaję sobie sprawę, że ona potrzebuje, żebym była jak najbardziej dla niej dostępna.

W zeszłym roku byłam na miesięcznej wyprawie w Indiach. Przed wyjazdem specjalnie przygotowywałam się do rozmowy z mamą, żeby ją o tym poinformować. Nie powiedziałam jej o planowanym wyjeździe od razu, bo przez co najmniej pół roku miałabym codzienne zawracanie głowy: co tam będę robić, czy będzie bezpiecznie, co ona zrobi w tym czasie, a może umrze. Takie były reakcje, kiedy już wiedziała, że wyjeżdżam. Powiedziała do mnie wtedy: „Ojej, to już się chyba więcej nie zobaczymy”. A ja na to: „Jak to, a dlaczego?” - przypomina sobie rozmowę Lucyna.

- Wszystko mamie wyjaśniłam - jak będzie wyglądała codzienna opieka w czasie, gdy będę za granicą. I uprzedziłam, że nie będzie miała ze mną codziennego kontaktu. Tu muszę zaznaczyć, że kontakt z mamą przez telefon jest wyjątkowo męczący, ponieważ ona prawie nie słyszy. Raczej zgaduje, co się do niej mówi. Aparat słuchowy nie zdaje egzaminu w rozmowach przez telefon – dźwięki są zbytnio wzmacniane. Te nasze codzienne „rozmowy telefoniczne” to prawdziwa udręka, bo mama mało co rozumie. Nawet jak staram się mówić wolniej, wyraźniej.

Mama już gaśnie

- Od około półtora roku z mamą jest coraz słabiej. Sama od dawna mówi, że swoje przeżyła i chciałaby już odejść. Nie ma żadnej na tyle poważnej choroby, która by to odejście przyspieszyła. Bierze regularnie lekarstwa, robi wszystko, co mówią lekarze, stosuje się do zaleceń. Więc przedłuża sobie swój stan - i jest tego świadoma. Trudno powiedzieć, jak długo się to utrzyma. Nadal odmawia stałej opieki – dodaje Lucyna.

-Mama, mieszkając sama, wciąż ma poczucie, że stanowi o sobie. Czuje się panią u siebie.

NPS-PL-NP-01753 – 03-2026

Znalazłem ten artykuł:


Może zainteresuje Cię również…

Niezależna seniorka

Potrzeba kontaktów