POLSKA

Trzy sytuacje, w których starałam się ukryć migrenę przed innymi

Ukrywałam moją migrenę przed innymi ludźmi niezliczoną ilość razy. Żyję z przewlekłą migreną od ponad dziesięciu lat, dlatego dużą część mojego życia stanowi ‘zabawa w chowanego’, w którą gram z najbliższym otoczeniem.

Jest wiele powodów, dla których osoby cierpiące na migrenę ukrywają ten fakt. Boimy się, że inni ludzie nas nie zrozumieją (najczęściej właśnie tak się dzieje), albo nie chcemy być postrzegani jako osoby „chore”. Wielokrotnie kryjemy się również z naszym bólem, aby nie tracić wszystkiego co najlepsze w naszym życiu.

Moja umiejętność maskowania się w życiu codziennym jest zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem. Z jednej strony, mam dużo szczęścia, że mogę iść przez życie w taki sposób, że inni ludzie nie orientują się, że żyję z ciągłym bólem. Z drugiej jednak strony, tak dobrze ukrywam swój ból, że ludziom jest bardzo trudno uwierzyć, że jestem chora.

W tym artykule opowiem wam o trzech sytuacjach, w których starałam się ukryć migrenę przed moim otoczeniem. Z zewnątrz wyglądałam prawdopodobnie zupełnie normalnie, natomiast wewnątrz zmagałam się z niezwykle silnym bólem migrenowym.

W pięknym, europejskim mieście

Nic mnie bardziej nie uszczęśliwia niż możliwość podróżowania i poznawania nowych kultur. Niestety pasja podróżowania jest trudna do pogodzenia z nieustannym odczuwaniem bólu. Na kilka lat zrezygnowałam z większych podróży ze względu na ograniczenia związane z chorobą. Ale ostatnio, zdecydowałam się na duże wyzwanie i zaplanowałam wycieczkę do Europy z bliską przyjaciółką.

Wyprawa rozpoczynała się w Kopenhadze. Starałam się pamiętać o właściwym nawodnieniu w pierwszym etapie podróży. Większość czasu spędziłyśmy spacerując po mieście i siadając w kawiarniach. Rozmawiałyśmy, czytałyśmy, piłyśmy ziołową herbatę cieszyłyśmy się światłem bezzapachowych świec. Spokojna, zrelaksowana atmosfera pomagała mi utrzymać migrenę w ryzach.

Drugim punktem naszej wyprawy była Praga. Moja migrena była nadal słaba, ale brak snu i ciągłe przemieszczanie się zaczynało dawać mi się we znaki. Niemniej jednak, byłam bardzo szczęśliwa, że ból ani przez chwilę nie osiągnął ekstremalnego poziomu.

Kiedy dotarłyśmy do Amsterdamu, ostatniego miasta na trasie naszej wycieczki, byłam w szoku.
Miałam za sobą prawie całą podróż i nie musiałam ani razu rezygnować z niczego z powodu napadu migreny. Nigdy jeszcze nie miałam tyle szczęścia.

Pod koniec przedostatniego dnia naszej podróży, poczułam nadchodzący ból. Zanosiło się na burzę, a zmieniające się ciśnienie atmosferyczne coraz mocniej oddziaływało na mój mózg, kiedy spacerowałyśmy uliczkami dzielnicy Jordaan.

Aż w końcu ból uderzył z pełną mocą. Niewiele pamiętam z tamtego dnia, ale dużym zaskoczeniem były dla mnie zdjęcia, na których wyglądam całkiem normalnie, pomimo zmagania się z napadem migreny.

Mając za sobą wiele podobnych doświadczeń z migreną postanowiłam, że nie chcę rezygnować z tego dnia ze względu na ból. To były także wakacje mojej przyjaciółki, która zainwestowała w ten wyjazd swój czas i pieniądze. Nie chciałam, żeby moja migrena zepsuła jej wrażenia z tego miasta.

Po napadzie migreny nie mogłam sobie przypomnieć jak dostałam się z powrotem do hotelu. Nie byłam pewna czy wróciłam sama czy w towarzystwie mojej przyjaciółki. Nie wiedziałam czy została ze mną w pokoju, czy poszła dalej zwiedzać labirynt uliczek dzielnicy Joordan. Nie było także moich okularów słonecznych i kluczy do pokoju.

Potem zaczęłam przypominać sobie jakieś momenty: piłam kawę z białego kubka na stoliku nocnym. Pamiętałam też, że moja przyjaciółka masowała mi głowę kiedy leżałam w łóżku, w naszym pokoju, którego okna wychodziły na kanał.

Chociaż było mi przykro, że obie straciłyśmy popołudnie i wieczór podczas naszej wycieczki z powodu mojego bólu, czułam się też bardzo szczęśliwa. Miałam okazję zwiedzać Europę z cudowną przyjaciółką, która sprawiła, że czułam się całkowicie zrelaksowana i spokojna, co w moim przypadku jest bardzo rzadkie i wyjątkowe.

W trakcie weekendu panieńskiego na pustyni

Moja najlepsza przyjaciółka wychodziła za mąż i postanowiła urządzić swój wieczór panieński w Scottsdale w stanie Arizona. Spodziewałam się, że mój lot z Nowego Jorku do Arizony będzie ciężki i był. Mój ból nasilił się pod wpływem stresu lotniskowego, a zmiany ciśnienia w trakcie lotu dodatkowo go zaostrzyły. Starałam się zadbać o właściwe nawodnienie przed lotem, w trakcie i po wylądowaniu, ale tym razem nie pomogło to zbyt wiele.

Pomimo bólu, byłam podekscytowana spotkaniem z moimi przyjaciółkami. Cała nasza licealna paczka miała jak za dawnych lat spędzić ten weekend razem. Chciałam maksymalnie wykorzystać ten czas.
Na szczęście była to dość spokojna grupa. Nie musiałam obawiać się nadużywania alkoholu i imprezowania, co znacznie ułatwiało sprawę.

Ból wyczerpał mnie trochę, ale pierwszy dzień i wieczór były pełnym sukcesem. Niestety, po kolacji kiedy reszta dziewczyn udała się do baru, musiałam wrócić do domu z powodu złego samopoczucia.

Drugiego dnia rano obudziłam sią z bólem nie do wytrzymania. Nie mogłam się ruszać i nie byłam w stanie podnieść głowy z poduszki. Kategorycznie rozkazałam sobie w duchu „Dani, musisz wstać z łóżka. NATYCHMIAST!” Ale nie byłam w stanie. Moja głowa ważyła zbyt wiele.

Ten weekend był dla mnie bardzo ważny i nie mogłam znieść myśli, że miałabym opuścić coś w tym czasie. Miałyśmy zaplanowaną na ten poranek lekką wycieczkę pieszą po górach, ale niezbyt intensywną. Bardzo chciałam w niej uczestniczyć! Przestawiłam sobie budzik na trochę później, w nadziei, że kilka dodatkowych minut odpoczynku pomoże.

W każdym innym wypadku zostałabym w łóżku, ale to był zbyt ważny dzień. Chciałam w nim uczestniczyć dla mojej przyjaciółki. Do dzisiaj nie wiem jakim cudem znalazłam siły, ale udało mi się wstać z łóżka. Zanim się obejrzałam, byłam już w połowie góry.

Moja relacja nie byłaby kompletna gdybym nie opisała szalonej gromady, w towarzystwie której wchodziłam na górę. Większość dziewcząt nie wzięła ze sobą nawet wody na wycieczkę po pustyni. Wszystkie miałyśmy na sobie koszuli z napisem „Oszczędzaj wodę. Pij wino.” W którymś momencie wyprawy jedna z uczestniczek zaczęła płakać. Za chwilę inna koleżanka odmówiła pozowania do wspólnego zdjęcia zanim nie pomaluje sobie ust błyszczykiem. Wszystkie dziewczęta starały się, żebyśmy się dobrze bawiły cały czas i pewnie dlatego uśmiech nie schodził z mojej twarzy i wyciągnęłam z naszego wspólnego wyjazdu tyle ile mogłam.

Do dzisiaj jestem z siebie dumna, że wstałam z łóżka tego ranka i starałam przeżyć dzień najlepiej jak mogłam pomimo migreny. Nie chodziło oczywiście tylko o to, żeby nie stracić dnia – chciałam tam być dla mojej przyjaciółki w tym bardzo wyjątkowym i ekscytującym momencie jej życia.

Na kolacji w dniu Święta Dziękczynienia

Po uroczystej kolacji w dniu Święta Dziękczynienia z całą naszą rodziną, moja mama, mój brat i ja wróciliśmy razem do naszego domu, żeby spędzić wspólnie trochę czasu. Mamy bardzo mało okazji, aby spędzać czas razem. Wszyscy mieszkamy w różnych częściach kraju i trudno nam się w trójkę spotkać w jednym miejscu. Wiedziałam, że muszę maksymalnie wykorzystać ten krótki czas.

Niestety, pod koniec kolacji nadszedł napad migreny. Kiedy wracaliśmy do domu ból cały czas się nasilał. Jeszcze w samochodzie mama postanowiła, że zrobi mi kawę kiedy tylko dojedziemy do domu. Ten sposób czasami pozwala mi pokonać ból. W ciągu kilku minut wypiłam dwie filiżanki.

Kiedy rozmawialiśmy w trójkę na kanapie w salonie, mój ból stał się jeszcze silniejszy. Nie zdawałam sobie z tego nawet sprawy, ale łzy płynęły mi po twarzy i byłam maksymalnie skoncentrowana na oddychaniu.

Często zdaję się na technikę oddychania, którą wypracowałam sobie sama, żeby zachować spokój i nie frustrować się bólem, którego nie mogę kontrolować. Skupiam się na każdym wdechu i wydechu powtarzając w głowie słowa “wdech” i “wydech” za każdym razem gdy oddycham. W takich sytuacjach, nie chcę zaakceptować faktu, że po raz kolejny migrena okrada mnie z najcenniejszych momentów w moim życiu.

Niestety kofeina tym razem nie wystarczyła. Kolejne dwie godziny spędziłam na zimnej podłodze w łazience mojej mamy. Cały czas chciało mi się wymiotować i nie byłam wstanie podnieść głowy z podłogi.

Trudno uwierzyć, że kobieta leżąca na podłodze łazienki to ta sama osoba na zdjęciu powyżej zrobionym kilkadziesiąt minut wcześniej.

Zapamiętaj!

Opisane przykłady, a szczególnie towarzyszące im zdjęcia, powinny dać wszystkim do myślenia, że to co widzimy na zewnątrz nie zawsze odzwierciedla prawdziwe uczucia. Może ci się wydawać, że wiesz co druga osoba czuje, ale prawda może być taka, że nie masz o tym pojęcia.

 
PO/GTV/20/0078

Znalazłem ten artykuł:

Udostępnij tą stronę: